Stare Dobre Małżeństwo. Kim dla mnie jest?


KULTURA / wtorek, Marzec 12th, 2019

Chodzę na koncerty i nikt nie musi tego rozumieć. Jak to było? Bunt czternastolatki, a to niezła mieszanina emocji. Pewnego wiosennego dnia, buszując w Internetach, trafiłam na ich piosenki. I przepadłam.

Poskromiłam swój wybuchowy jak na tamten wiek temperament, oddając się w pełni muzyce. Ukształtowała się moja osobowość, podkreśliła wrażliwość i zupełnie inaczej spojrzałam na otaczający mnie świat. Długo czułam się nierozumiana i nie chodziło tylko o wiek, w którym hormony brały górę, ale o to, że nie potrafiłam określić miejsca, do którego mogę przynależeć. Wystarczyło kilka nut i oto, zupełnie nie wiedząc o nich niczego, odkryłam, że jest ktoś kto czuje podobnie i myśli tak jakby przed chwilą czytał w moich myślach. Wiele razy uciekałam na spacer, z słuchawkami w uszach, kładłam się w trawie i leżałam zasłuchana cały dzień. Odkrywałam nowe piosenki, czytałam nieznane mi wiersze i pragnęłam więcej. Stare Dobre Małżeństwo, zespół istniejący od 1983 roku, cały czas w trasie, cały czas nagrywa nowe piosenki i cały czas idzie do przodu, mimo rzucanych kłód pod nogi. Kiedy zorientowałam się, że w 2011 roku będą grali koncert niedaleko mojego miejsca zamieszkania, nie zastanawiałam się ani chwili. Pamiętam każdy szczegół, który się wtedy wydarzył. Widok z balkonu na scenę, repertuar, poprzez który gęsia skórka była normalnością, a na koniec chwila na rozmowę i dużo uśmiechów. Dla mnie było to ogromne przeżycie. Wiadomo, schemat jest taki, że ktoś ma swój ulubiony zespół, jeździ na koncerty, potem autografy, zdjęcia i krótka wymiana zdań. Tu chodzi o zupełnie coś innego. Muzyka na żywo, zero udawania i szacunek do publiczności. Zawsze, gdy ktoś mnie pyta, czy jeszcze te koncerty mi się nie znudziły i dodaje, że tego nie rozumie, bo od pamiętnego koncertu w 2011 roku jeżdżę na nie cały czas, czasami raz na dwa miesiące, no bywało i tak, odpowiadam: “Nie zrozumiesz dopóki nie pojedziesz na koncert”. Nie namawiam, nie nalegam, nie wywieram presji. Dzięki zespołowi nawiązałam wiele pięknych przyjaźni, które trwają już 7 lat. Wspólnie przeżyte koncerty to radość i czas spędzany ze sobą. Dużo śmiechu, emocje i mnóstwo spontanicznych sytuacji. Dzięki tym znajomościom zwiedziłam wiele miejsc, w których wcześniej nie byłam. Ostatnio odnowiłam kontakt z przyjaciółką, gdzie nasze więzy początków znajomości polepszyły się właśnie dzięki zespołowi. Spotkałyśmy się w Krakowie i wiecie co mi powiedziała? Mówiła, że nie do końca rozumiała ludzi, którzy chodzą na koncerty, że wystarczała jej płyta. Do jakiego momentu? Takiego gdzie sama udała się na koncert. Zawsze powtarzam, że w koncertach jest moc, której nie można ubrać w słowa. Trzeba ją poczuć, usłyszeć, przeżyć osobiście.

“Chłopiec z plakatu” to najnowsza płyta Starego Dobrego Małżeństwa. Przesłuchałam ją kilka razy i mogę stwierdzić, bez wahania, że zespół dojrzewa wraz z wiekiem, a przede wszystkim zespół nie stoi w miejscu. Jego rozwój obserwujemy cały czas. I bardzo za to dziękuję.