Po co się tak spinać? Lepiej się uśmiechać.


LAS PEŁEN MYŚLI / wtorek, Wrzesień 3rd, 2019

Przyznaję sama przed sobą- jestem niecierpliwa. Czasami ta cecha przydaje się przy podjęciu decyzji do działania, ale gorzej jeżeli dotyczy codzienności.

Jako osoba, która szanuje porządek i lubi kiedy wszystko jest poukładane (nie tylko w domu, ale i w życiu), zauważyłam, że zaczęły mnie stresować kwestie, które przecież nie są najważniejsze. Chodziło o obowiązki domowe. Wiecie, chęć bycia nie tyle zorganizowaną, ale idealnie zorganizowaną. Bez chwili dla siebie, bo obiad, bo bałagan, bo remont, bo pranie, bo niczemu winien okruch, który spadł na ledwo co odkurzoną podłogę. Nie zdawałam sobie sprawy jak te kwestie wpływają na moje samopoczucie. Podeszłam do tego zupełnie inaczej w momencie kiedy to zawartość całej kuchni została przeniesiona do jadalni i razem z kurzem zabrudziła stół, nie pozwalając cieszyć się przy nim posiłkami. Na początku, zupełnie niepozornie, bo emocje kryłam jak tylko się dało, zaczęłam panikować, że znowu bałagan i znowu coś nie na swoim miejscu. A potem? Wzięłam głęboki oddech, spojrzałam na ten rozgardiasz i stwierdziłam, że nie ma się co spieszyć z jego sprzątaniem. Przecież nie będzie cały czas zajmował nam jadalni, a jest to kwestia przejściowa i, że skoro chcę mieć swoją kuchnię to muszę zacisnąć zęby i znosić ten widok przez jakiś czas. Dodatkowo odkryłam, że swój czas, kiedy się nie sprząta, można spożytkować na naprawdę przyjemne rzeczy. I nie chodzi o to, że stałam się bałaganiarą, ale przecież nie muszę od razu wszystkiego robić. Nie muszę biec z dwoma kubkami po kawie, by od razu je umyć. Mogę za to poczytać książkę, zjeść ulubiony kawałek ciasta, pójść na spacer, sprawdzić coś w Internetach. Mogę poświęcić czas dla siebie i na to co sprawia mi przyjemność. Buszując po sieci, natrafiam na różne blogi. Zauważyłam, że większość z nich zwraca uwagę na jakość życia i tempo do jakiego chcemy się dostosować. No, może niektórym to odpowiada, ale takie osoby często nie zdają sobie sprawy, że hałas i zaniedbanie własnych potrzeb, nawet tych mało istotnych jest bardzo szkodliwe dla funkcjonowania. Gonimy, zrywamy się rano z łóżek, nie mając czasu na nic innego. Pewne obowiązki są robione odruchowo, co do godziny. Nie chodzi mi o organizację, bo to zupełnie inna kwestia. Bardziej kieruję się ku dbaniu o swoje przyjemności.

I tak sobie stoję w tej kuchni, patrzę na ułożone i umyte rzeczy i co? Warto było poczekać i poukładać to kiedy już wszystko było gotowe. To samo tyczy się innych dziedzin. Czasami trzeba być cierpliwym (nie naiwnym), mimo, że może być ciężko. Bo z perspektywy czasu spojrzymy na to z zupełnie innym podejściem i uśmiechem, że pewne sprawy, które kiedyś nie dały nam spokoju, po czasie wydają się nieistotne.