O sile zapachu grzybów i cieple z piekarnika.


LIFESTYLE / niedziela, Wrzesień 8th, 2019

Las dzieli się z nami swoją magią, która dotrzymuje kroku spragnionym spaceru, spokoju i grzybów.

Otworzyłam oczy. Mgła, no cudownie. Mimo, iż poranek nie należał do ciepłych, zgodnie z daną mi obietnicą ruszyliśmy do lasu. W dzieciństwie dużo razy uczestniczyłam w grzybobraniu, ale doceniłam ten fakt dopiero po jakimś czasie, za każdym razem powtarzając owy rytuał z przyjemnością. Na miejscu w moje nozdrza uderzył zapach leśnego powiewu. Było wilgotno, słonecznie i nad podziw jasno. Spacerując, zastanawiałam się czy w ogóle uda nam się coś znaleźć. Czy jestem dobra w zbieraniu grzybów? Chyba nie, bo nie znajduję ich pierwsza. Chociaż z drugiej strony, cieszę się, że mam o grzybach jakiekolwiek pojęcie, ułatwiające polowanie. Przemierzałam dróżki, zachwycając się światłem na liściach, które z oddali wyglądały jak małe elfy. Było tak cicho, że nie chciałam tej ciszy przerywać. Od czasu do czasu słyszałam odgłosy lasu, bo a to ptak przeleciał nad moją głową, a to liść spadł przed moimi nogami, a to gałązka strzeliła we mnie nie przejmując się tym ani trochę. W głowie krążyły myśli, ale uspokojone. Po jakimś czasie udało się znaleźć parę łupów. No cóż, przyznaję, że nie ja je znalazłam, ale mimo to i tak się cieszę.

Kiedy wróciliśmy, po domu rozniósł się zapach grzybów i ciepło buchające z piekarnika. Ciepło, które sprawiało, że chciałam tak siedzieć i spędzić cały ten dzień w domu. Uśmiechnęłam się i zabrałam do parzenia kawy, która też zalicza się do naszych rytuałów. Wiedziałam, że potem czeka na mnie książka w sam raz na jesień.